wtorek, 23 października 2012

Krokiety z pekińskiej i barszcz

    Kupiłam sporą główkę kapusty pekińskiej, bo była tania i ładna. Ale jakoś przez kilka dni na nią spoglądałam i nic. Surówki z pekińskiej nie lubię, kim chi nigdy nie robiłam i wydaje mi się dość pracochłonne, a efekt- nieznany. Gdy poprosiłam o inspiracje na facebooku pomału zaczęło mi coś świtać. Szczególnie zdanie Zmysłów w kuchni o wrzuceniu czosnku na olej sezamowy podziałało  na moje zmysły :)  Tak więc w porze przedobiedniej wyciągnęłam patelnię, pokropiłam ją olejem sezamowym i wrzuciłam na to poszatkowaną cebulę, kilka ząbków pokrojonego drobno czosnku. Następnie pokroiłam dość drobno, ale bez przesady, kapustę i też wrzuciłam  na patelnię. Dodałam sos sojowy ( sporo, raczej kilka łyżek niż kilka kropel), pieprz i pokruszone suszone kanie. Dałam te grzyby, bo akurat miałam takie- na naszej działce sobie rosną- ale myślę, że można je zastąpić na przykład pieczarkami. Podlałam wodą i dusiłam jakieś 15 minut na małym ogniu.  Nie soliłam, bo sos sojowy jest wystarczająco słony. Wyszło mi coś, co trochę przypominało bigos. Zjedliśmy jego sporą część z dodatkiem ziemniaków i koperku, na obiad. To co zostało posłużyło natomiast jako farsz do bardzo klasycznych krokietów do barszczu. Usmażyłam trzy duże naleśniki, posmarowałam dokładnie kapustą i zrolowałam. Następnie każdy naleśnik ukośnie podzieliłam na 4 części- wolę taką wersję, niż zawijanie naleśnika w kopertę, żeby nie było zbyt dużo naleśnika w stosunku do farszu. Każdy, tak powstały krokiecik obtoczyłam w jajku ( nie jest to konieczne) i mieszance tartej bułki i płatków jaglanych. Rozgrzałam na patelni łyżkę oliwy i zrumieniłam krokiety z obu stron. Podane na gorąco z kubkiem barszczu, smakowały świetnie.
Składniki:
  • spora główka kapusty pekińskiej
  • 2 łyzki oleju sezamowego
  • 3 kapelusze kani lub kilka pieczarek
  • czosnek
  • cebula
  • sos sojowy- koniecznie bez glutaminianu!ja mam kikkoman
  • pieprz
  • 3 naleśniki
  • jajko
  • bułka tarta z płatkami jaglanymi ( lub sama)
  • 2 łyżki oliwy
Na marginesie podaję przepis na najsmaczniejszy barszcz, taki jaki robiła moja Babcia. ( z zamianą rosołu na wodę, oczywiście.)
4 duże buraki (lub kilka mniejszych) obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Zalewamy ok. 3 litrami wody, dodajemy łyżkę suszonej włoszczyzny w proszku ( lub Vegety Natur) i doprowadzamy do wrzenia. Nie gotujemy dłużej niż kilka sekund. Dodajemy pieprz, majeranek, sól, sok wyciśnięty z połówki cytryny. Odstawiamy na noc do naciągnięcia.

wtorek, 16 października 2012

Ciasteczka bezglutenowe


Wiele jest osób uczulonych na gluten, a i tym zdrowym duże ilości tej substancji nie służą. Powodują występowanie i nasilenie chorób autoimmunologicznych i różne inne dolegliwości. Przecież nasi przodkowie nie jedli takich ilości pszenicy, a jeśli jedli, to nie tę modyfikowaną, która jest wszechobecna w naszej diecie. Lepiej więc unikać mąki z glutenem, szczególnie pszennej, zamieniać ją na te bezglutenowe. W tych ciasteczkach wykorzystałam mąkę z amarantusa, ale będę testowała też inne, np. gryczaną, ziemniaczaną,  jaglaną. A żeby ciasteczka były jeszcze zdrowsze posłodziłam je tylko daktylami i dodałam ziarenka maku i siemienia.
Składniki:
  • pół szklanki płatków jaglanych
  • 3/4 szklanki mąki z amarantusa
  • ok. 150g daktyli bez pestek
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 jabłka
  • mak, ziarenka siemienia
  • 1/4 szklanki oleju rzepakowego lub z pestek winogron
Płatki  i daktyle trzeba namoczyć, można odstawić je na noc. Należy dać tylko tyle wody, by płatki ją wchłonęły, czyli ok połowę ich objętości. Daktyle też zalewamy niewielką ilością wody, by z jej nadmiarem nie wylewać ich słodyczy. Gdy daktyle są miękkie łączymy je z płatkami i mielimy w blenderze. Do uzyskanej masy dodajemy mąkę z amarantusa, łyżeczkę proszku do pieczenia, i olej. Jabłka obieramy i ścieramy na grubej tarce. Łączymy z ciastem. Dzięki temu ciasteczka będą wilgotne, łatwe do zjedzenia, nawet dla mniejszych dzieci i bezzębnych staruszek. Na koniec dosypujemy garść maku i siemienia lnianego. Dobrze mieszamy.  Na blachę kładziemy arkusz papieru do pieczenia i wykładamy małe ciasteczka. Można szprycą, ale ja to zrobiłam małą łyżeczką. Nie muszą mieć przecież bardzo regularnego kształtu, to domowe ciasteczka. Pieczemy ok. pól godziny w 200 stopniach. ja jeszcze część ciasteczek przyozdobiłam kawałeczkiem figi.


środa, 10 października 2012

Zupa z pieczonej dyni

Moja koleżanka zaraziła mnie miłością do dyni hokkaido. Jest pyszna, nie trzeba jej obierać ze skóry, a upieczona smakuje trochę jak pataty. Oczywiście ta dynia, nie moja koleżanka.
 Dziś podaję Wam przepis na zupę z tej pychoty. Jeśli nie lubicie zupy dyniowej, uważacie, że  jest mdła i nieco trawiasta w smaku- spróbujcie tej! To zupełnie inna bajka. A jeśli lubicie zupę z dyni, polecam tym bardziej.
Składniki:
  • mała dynia hokkaido
  • 2 spore cebule
  • 2 ziemniaki ( nie są konieczne, zupa i tak będzie gęsta)
  • główka czosnku
  • limonka
  • pieprz, sól, oliwa
  • pestki dyni 
Dynię pokroić na kawałki, wykroić gniazda nasienne. Cebulę obrać. Ziemniaki obrać i pokroić w plasterki.Na blasze ułożyć kawałki dyni, cebule, główkę czosnku i ziemniaki.Pokropić oliwą i piec około pół godziny, aż wszystko zmięknie. Po upieczeniu pokroić cebule, obrać czosnek. Wszystkie składniki  rozdrobnić w blenderze dolewając tyle przegotowanej wody, ile trzeba by uzyskać gładki krem. Następnie zagotować- dodając sól, pieprz, sok z limonki i otartą z limonki skórkę.  Zupę podawać posypaną pestkami z dyni, z grzankami. Biorąc pod uwagę niską kaloryczność dyni ( tylko 30 kcal w 100 g) i minimalną ilośc tłuszczu w tej zupie- można ją uznać za wyjątkowo dietetyczną. Jedzmy do woli.Smacznego!



Papryka z komosą ryżową


       Pomidory już się skończyły, ale w ogródku wciąż mam sporo papryki. Wyjątkowo dobrze obrodziła dzięki ładnej pogodzie latem. Nie zaszkodziły jej nawet przymrozki, które 2 tygodnie temu zajrzały nad ranem i dokonały pierwszych zniszczeń. Ponieważ mieliśmy gości na obiedzie zrobiłam sporą blachę papryki faszerowanej, a jako farszu użyłam kaszki quinoa. O jaj cudownych właściwościach pisałam już na mojej stronie facebookowej. Będzie pewnie o niej głośno w tym roku, który ma być ogłoszony rokiem quinoa. Przypomnę tylko, że jest to roślina z Ameryki Południowej, ceniona za zawartość bardzo wartościowego białka. Jest bogatym źródłem manganu, magnezu, wapnia, żelaza, miedzi i fosforu.
Nasiona komosy zawierają więcej tłuszczu niż ziarna zbóż, jednak tłuszcz ten stanowią głównie wartościowe, nienasycone kwasy tłuszczowe, między innymi te z grupy omega-3, występujące przede wszystkim w rybach. Na tle zbóż quinoa wyróżnia się również wysoką zawartością witaminy E. W dodatku nie zawiera glutenu. Cudo!
Wracając do przepisu...
Składniki:
  • 7 papryk
  • pół szklanki komosy 
  • 3 pieczarki
  • 2 cebule
  • natka pietruszki, listki szałwii i bazylii
  • kilka czarnych oliwek, trochę kaparów
  • kubek sosu ajvar, najlepiej domowego
  • kosteczka twardego sera do posypania
  • sól, pieprz, pieprz ziołowy, oliwa
Papryki można przeciąć w dowolnym kierunku, ja ostatnio lubię je przecinać po prostu wzdłuż. Wycinam dokładnie gniazda z pestkami i płuczę pod bieżącą wodą. Następnie obgotowuję przez kilka minut w osolonej wodzie, lub na parze. Tym razem zrobiłam to w wodzie, bo papryk było sporo. Próbowałam też opiekania papryki zupełnie surowej, ale skoro nadziewam paprykę  ugotowaną kaszką, to po co je trzymać tak długo w piekarniku.  Obgotowane papryki pozostawiam do przestygnięcia. Kaszkę quinoa można gotować od razu, wystarczy ją przepłukać gorącą wodą. Ale gdzieś wyczytałam, że jest smaczniejsza jeśli wcześniej podpraży się ją na patelni i tak zrobiłam. Przez kilka, dosłownie trzy minuty prażyłam ziarna na gorącej patelni. Następnie gotowałam w wodzie ( na pół szklanki komosy- 1 szklanka wody) aż ziarenka zrobiły się przezroczyste.  W rondlu podsmażyłam posiekaną cebulę z łyżką oliwy, dodałam starte na grubej tarce pieczarki, część posiekanej zieleniny, ugotowaną komosę i przyprawy. Na blaszkę wylałam ajvar, każdą połówkę papryki nadziewałam farszem i układałam na sosie. Dodatkowo wcisnęłam do każdej 2-3 kapary. Po wierzchu posypałam pokrojonymi oliwkami, resztą zieleniny  i serem. Zapiekłam do rozpuszczenia się i lekkiego zrumienienia sera.Wszystkim smakowało, czego i Wam życzę.


wtorek, 2 października 2012

Surówka z rukolą

  Nieczęsto piszę o surówkach, bo wydają mi takie oczywiste. Po prostu przynoszę jakieś zielsko z ogródka i układam na talerzu lub w misce. Polewam różnymi vinegretami, a czasem tylko posypuję pieprzem. Z żalem witam jesień, gdy pomału trzeba uzupełniać własne zielsko - kupionym. Tymczasem pieczołowicie wyskubuję ostatnie listki rukoli, która królowała na naszych talerzach przez całe lato. Tym razem podałam ją w wersji "na bogato" - z figą i gruszką.
Składniki:
  • świeża figa
  • zielona, twarda gruszka
  • 3 garście rukoli
  • kolorowe pomidory
  • pół cebuli
  •  ćwierć zielonej papryki
  • pestki słonecznika
  • na sos- sok z połowy limonki, 2 łyżki oliwy z oliwek i pół łyżeczki musztardy z curry
Przepis jest banalny. Rukolę umyć i ułożyć na talerzu. Wokół ułożyć pokrojone w plasterki pomidory. Pomidory posolić i  posypać posiekaną drobno cebulą ( najlepiej białą). Na rukoli położyć pokrojoną drobno gruszkę, figę i paprykę, posypać pestkami. Polać sosem.


środa, 5 września 2012

Ciasteczka szarlotkowe

Kończy się pomału lato, zaczynają spadać jabłka. Kiedy kupiliśmy naszą działkę rosły na niej jabłonie. Przez pierwsze lata dbałam o nie, przycinałam, nawoziłam. Nie rodziły jabłek. Prawie wcale. To przestałam robić cokolwiek i... zaczęły obficie owocować. Albo nie mam talentu sadownika, albo musiał po prostu przyjść ich czas. W zeszłym roku narobiłam mnóstwo słoików z prażonymi jabłkami. Część jabłek leżała sobie na strychu i nawet się ususzyła- na wigilijny kompot. Moje jabłka nie są pryskane chemią, mają w związku z tym trochę lokatorów i już teraz, te zamieszkałe, spadają z drzew. Wykorzystuję je na bieżąco do wypieków. Dzięki ich dodatkowi placek ze śliwkami był bardziej mokry, i tak pyszny, że nie zdążyłam go sfotografować.  A wczoraj upiekłam z nimi szarlotkowe ciasteczka.
Składniki:
  • ok. 1 kg kwaśnych jabłek 
  • 3 łyżki miodu
  • 1,5 szklanki mąki pełnoziarnistej z orkiszu
  • 100 g masła zwykłego lub roślinnego beztransowego*
  • pół szklanki cukru trzcinowego
  • 2 żółtka, jedno białko jajka wiejskiego
  • proszek do pieczenia
  • cynamon
Jabłka starłam na tarce, nie obierałam ich ze skórki, bo szkoda witamin. Starte poddusiłam w rondlu i pod koniec dodałam miód i cynamon. Zostawiłam do przestygnięcia. Ważne jest żeby mus nie był zbyt mokry, jeśli jabłka były bardzo soczyste można odlać trochę soku. Zbyt mokry mus sprawi, że ciasto nasiąknie, a mokre nie będzie chrupiące.
 Do miski włożyłam miękkie masło ( o temp. pokojowej) , wsypałam mąkę z proszkiem ( zawsze w proporcji podanej na opakowaniu proszku, bo są różne), jajka, cukier i wyrobiłam gładkie ciasto. Przycięłam papier do pieczenia na wymiar dużej blachy do pieczenia. Położyłam papier na stole i rozwałkowałam trochę na nim ciasto. Następnie przeniosłam do blaszki i rozprowadziłam dokładnie palcami tak, żeby było równej grubości na całej powierzchni. Porobiłam palcami niewielkie wgłębienia, żeby się dobrze trzymał  mus jabłkowy. Włożyłam ciasto na godzinę do lodówki. Po wyjęciu z lodówki porobiłam w placku dziurki widelcem i upiekłam na jasnozłoty kolor. Trwało to ok 20 minut w 200 stopniach. Wyjęłam ciasto i posmarowałam musem z jabłek. Wstawiłam jeszcze na 5 minut do piekarnika. Po wystygnięciu pokroiłam nożem na trójkąty.


* masło roślinne beztransowe to takie, które nie zawiera izomerów trans kwasów tłuszczowych. Powinno to być podane na opakowaniu. Są one też nazywane tłuszczami uwodornionymi. To od nich dostajemy miażdżycy, mówiąc w dużym skrócie. Czytajcie etykiety!

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Pizza z dynią


Często robię ostatnio pizzę, bo jakoś mam ciągle na nią ochotę. Za każdym razem robię jednak trochę inne ciasto. Były już różne wersje  drożdżowego, było z proszkiem do pieczenia i takie bez niczego- sama mąka, woda i oliwa. Tym razem zrobiłam mix - połączenie drożdżowego z proszkowym. Przepis na ciasto znalazłam tu. Okazało się tylko, że jest go za dużo na blaszkę o średnicy 32 cm i nie było takie cienkie. Ale ładnie wyrosło i było smaczne.  Na wierzchu był y różności z ogródka, między innymi mała dynia, która oberwała się przypadkiem.
Składniki:
  • 5 bardzo dojrzałych pomidorów czerwonych
  • pomidor żółty
  • cebula
  • ok. 20 dkg obranej dyni
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka pomidorów suszonych
  • świeża bazylia i rukola
  • sól, pieprz, oregano, oliwa
  • ser (u mnie, mój ulubiony Dziugas) do posypania
Pokrojoną drobno cebulę wrzucić do płaskiego rondla z łyżką oliwy  i zeszklić. Pomidory czerwone pokroić na kawałki, zblenderować i dodać do cebuli. Dodać dynię pokrojoną na cieniutkie plasterki i wyciśnięty czosnek. Posolić i  popieprzyć. dusić do momentu gdy dynia zrobi się przezroczysta. Odstawić do przestygnięcia. W tym czasie wykleić posmarowaną oliwą blaszkę ciastem. Wylać na ciasto powstały sos pomidorowy z dynią, ładnie rozłożyć na całej powierzchni. Żółty pomidor pokroić w plasterki, ułożyć na pizzy. Wolne miejsca posypać pokrojonymi w paseczki suszonymi pomidorami i oregano. Wstawić do piekarnika. Gdy pizza jest już prawie gotowa wyjąc na chwilę - posypać bazylią  i rukolą. Przed podaniem oprószyć startym serem i pieprzem. Podałam z sałatami z dipem malinowym ( kilka malin zmiksowanych z oliwa i  kroplą octu balsamicznego) i z dodatkowym sosem pomidorowo-jogurtowym.


sobota, 25 sierpnia 2012

Hiszpańska tortilla


Byłam z koleżanką w hiszpańskiej knajpce na Powiślu. Nie tak bardzo hiszpańskiej jak bym chciała, ale była w menu tortilla z ziemniakami. Jako jedno z niewielu dań wegetariańskich. To koszmar w wielu restauracjach- menu długie jak książka telefoniczna, a dań wege jak na lekarstwo. A przecież takie potrawy są często tańsze i łatwiejsze do przygotowania. Ale jak wielka jest miłość narodu do mięs wszelakich, widać na każdym kroku. Poszłyśmy  na długi spacer i wszędzie były na to przykłady. Większość restauracji zaprasza na martwe świnki, krówki i inne boże stworzenia. Na plakatach reklamowych pełno zdechłych królików (kuchnia tradycyjna), kaczek (orientalna) i kurcząt. Gdyby zastąpić je obrazkiem powieszonego za łapki kota, oskubanego kanarka- oburzenie mas nie miałoby końca...Przepraszam za dygresję, już wracam do tortilli. Po restauracyjnej, pełnej  nieokreślonego sera, zapragnęłam własnej tortilli i moja wersja była taka:
 Składniki:
  • 4 nieduże ziemniaki
  • 4 jajka wiejskie
  • 2 pomidory, ja dałam zielone
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • garść szpinaku
  • pół cebuli
  • mała papryka
  • zielenina-np. natka, bazylia
  • sól, pieprz,ząbek czosnku
  • oliwa do smażenia
Ziemniaki obieramy, kroimy na plasterki i gotujemy w osolonej wodzie ok.10 minut (można też na parze) Na patelni o średnicy ok. 22 cm podsmażamy cebulę i  paprykę pokrojone na małe kawałki.  Gdu są miękkie dorzucamy pokrojone w plasterki pomidory, plastry ugotowanych ziemniaków, garść szpinaku, pomidorki koktajlowe.  Można dodać też inne warzywa, ja miałam na przykład troszkę bobu. Posypujemy wszystko świeżo zmielonym pieprzem i dodajemy drobniutko posiekany czosnek. Do miseczki wybijamy jajka, lekko je solimy, mieszamy i zalewamy nimi warzywa na patelni. Smażymy na jak najmniejszym ogniu.jeśli ktoś ma patelnie z żaroodporną rączką może wstawić tortillę do piekarnika gdy tylko spód się zetnie. Ja przykryłam patelnię pokrywką, a pokrywkę kuchennym ręcznikiem. Dzięki temu wierzch był gotowy nim przypalił się spód. potem trzeba patelnię przykryć talerzem i zwinnym ruchem przekręcić- tak by tortilla znalazła się na talerzu. Przed podaniem posypujemy zieleniną. Dobrze podać też do tego jakiś sos, np. pomidorowy lub czosnkowy. Jest to danie bardzo sycące, widoczna na zdjęciu porcja wystarcza na 2 osoby.







wtorek, 21 sierpnia 2012

Dobry obiad

Bardzo się cieszę, gdy uda mi się zrobić obiad w większości z własnych produktów. W sierpniu jest chyba w naszym ogródku najwięcej skarbów. Mają też taką zaletę, ze gotuje się je szybko i nie trzeba spędzać zbyt wiele czasu w kuchni. A teraz tak bardzo chce się być na dworze, bo czuje się przez skórę, że koniec lata bliski. Chłodne wieczory i poranki...Przynoszę więc sobie wszystko co wymaga obrania i pokrojenia na taras. Dzięki temu mogę jednocześnie obierać kabaczka i opalać nogi :) Taki obiad jak na zdjęciu robi się tak:
1. Kabaczka obieram, usuwam pestki, kroję w kostkę. Gotuję ok. 15 minut z dodatkiem czosnku, cebuli, soli i pieprzu. Na koniec dodaję łyżkę oliwy.
2. Ziemniaczki skrobię i gotuje, jak to ziemniaczki.
3.Soczewicę gotuję do miękkości, ugniatam tłuczkiem do ziemniaków, dodaję jajko, mąkę kukurydzianą i duuużo przypraw i zieleniny. Smażę nieduże kotleciki na oleju.
Po ułożeniu wszystkiego na talerzu posypuję odrobiną sera i  koperku. Dodaję pomidora, sałatę, ogórka, listki rukoli.


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Ciasto codzienne z mąki orkiszowej

Ponieważ  część poprzedniego ciasta z malinami nieroztropnie rozdałam zostaliśmy na weekend bez słodyczy. A od dawna nie kupujemy słodyczy. Oczywiście poza czekoladą i lodami Grycana od których jestem niestety uzależniona. Na szczęście tylko od Malagi. Jednak staramy się i te przyjemności ograniczać ostatnio. Aby zapobiec katastrofie pod tytułem- nie ma ciasteczka do kawy? - posłałam męża po maliny do ogródka i szybko wyjęłam mikser.
Składniki:
  • szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • pół szklanki gęstego soku z czarnych porzeczek
  • pół szklanki cukru
  • proszek do pieczenia
  • 4 wiejskie jajka
  • maliny
  • cukier puder do posypania
  • odrobina tłuszczu do posmarowania foremki
Z białek ubijamy pianę na sztywno, najlepiej ze szczyptą soli. Powoli dodajemy żółtka i  cukier. Sok z porzeczek nie jest obowiązkowy. U mnie pojawił się spontanicznie, bo akurat robię dżem porzeczkowy i pomyślałam, że dowitaminizuje nim ciasto. Sok był słodki, więc jeśli go nie dacie trzeba trochę zwiększyć ilość cukru. Następnie dosypujemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Ciasto musi być dość gęste ( żeby maliny nie utonęły zbyt szybko)- jak trzeba ciut więcej mąki, to dosypcie. Do posmarowanej masłem i posypanej trochę mąką lub bułką tartą foremki ( u mnie 28 cm średnicy) wlewamy ciasto i posypujemy malinami. Pieczemy pół godziny w ok. 200 st. Po upieczeniu posypujemy cukrem pudrem. Smacznego!

niedziela, 19 sierpnia 2012

Pomidorowa pachnie latem

Pomidory są chyba jednym z niewielu warzyw, które po ugotowaniu są jeszcze zdrowsze niż na surowo. I po rozdrobnieniu. Dzieje się tak ze względu na likopen. Cudowny karoten przeciwdziałający chorobom krążenia i nowotworom, najlepiej wchłania się z ugotowanych z oliwą ( jest rozpuszczalny w tłuszczach) pomidorów. Jest oczywiście też w większości czerwonych owoców, ale nie w takich ilościach. Jedzmy więc zupę pomidorową, sosy pomidorowe i wszystko co tylko można z pomidorów ugotować.
 Zupa pomidorowa ze świeżych pomidorów wydawała mi się zawsze bardzo pracochłonna. Odkąd jednak spróbowałam ją zrobić w blenderze zmieniłam zdanie. Nie trzeba obierać pomidorów ze skórki! To podwójnie dobra wiadomość- wielka oszczędność czasu i zdrowych składników, których najwięcej jest pod skórką. Ponieważ mam bardzo dużo pomidorów z ogródka nie dodawałam do zupy innych składników. Jak ktoś ma ochotę, można ją oczywiście zrobić z włoszczyzną, na bulionie warzywnym. Zamiast kupnego makaronu zrobiłam do zupy kluseczki francuskie z posiekaną bazylią. Do kubka wbijamy całe jajko, dodajemy 2 łyżki mąki, łyżeczkę oliwy i posiekaną drobno bazylię. Czubkiem łyżki wykładamy na wrzątek kluseczki i gotujemy 3 minuty. Natomiast zupę robimy tak:

Składniki:
  • ok. 3 kg pomidorów
  • pół cebuli
  • łyżka oliwy
  • sól. pieprz, szczypta cukru
  • pęczek świeżej bazylii
  • natka i jogurt do ozdoby
Pomidory kroimy na kawałki i wrzucamy do blendera. Moje miały małe pestki, więc ich nie wyjmowałam. Jeżeli komuś bardzo zależy na gładkiej konsystencji, może przelać zblenderowane pomidory przez sito. Razem z pomidorami rozdrobniłam też cebulę i część bazylii.  Przelałam wszystko do garnka, dodałam sól, pieprz i szczyptę cukru i gotowałam ok. 15 minut. Dodałam oliwę, posiekaną drobno bazylię. Po nalaniu na talerze ozdobiłam natką i łyżką jogurtu. Było baaardzo pysznie i pachniało latem. Na zdjęciu widać wyciągniętą niecierpliwie mężowską rękę. Dzisiaj też zrobię  taką zupę, tylko z żółtych pomidorów. Mają jeszcze więcej likopenu niż czerwone :)


sobota, 18 sierpnia 2012

Ciasto z malinami o smaku toffi

Ciasta z owocami mają zazwyczaj dwie wady. Pierwsza to opadanie owoców na spód, a druga- to kwaśny smak owoców. To drugie mi osobiście nie przeszkadza. Ale mam w domu takie łasuchy, które lubią słodkie słodkości. W sezonie rabarbarowym w związku z powyższym przesmażam rabarbar na cukrze, przed dodaniem do ciasta. Teraz w sezonie na maliny postanowiłam zrobić ciasto o posmaku toffi. Nie jestem zwolenniczką toffi robionego ze skondensowanego mleka. Nie jest to zbyt zdrowe, a mleko w ogóle mocno ograniczam w drodze do weganizmu. W tym przepisie wystarczyło ćwierć szklanki mleka 2%.  Muszę też następnym razem przetestować jak będzie smakowało z tłuszczem roślinnym. Natomiast najlepszym sposobem na opadanie owoców jest ułożenie ich na spodzie i obrócenie ciasta do góry nogami. Oczywiście po upieczeniu.
Składniki:
  • 3 wiejskie jajka
  • szklanka mąki orkiszowej
  • 3/4 szklanki cukru trzcinowego nierafinowanego
  • proszek do pieczenia, zapach śmietankowy do ciast
  • 100 g masła
  • owoce- szklanka malin, 2 nektarynki, 2 jabłka
  • odrobina tłuszczu i bułki tartej do foremki
Zaczynamy od posmarowania tłuszczem i posypania bułką tartą foremki. Ja piekłam to ciasto w prodiżu o średnicy 29 cm. Na dnie układamy pokrojone na kawałki nektarynki i jabłka, posypujemy malinami i 3 łyżeczkami cukru. W rondelku rozpuszczamy masło, dosypujemy pozostały cukier i podgrzewamy. Gdy cukier na brzegach zacznie się lekko przypalać odstawiamy z ognia i dolewamy mleko. Trzeba szybko i dokładnie wymieszać żeby nie było grudek. W misce ubijamy pianę z białek, dodajemy żółtka, mąkę wymieszaną z odpowiednią ilością ( zawsze jest na opakowaniu proszku napisane ) proszku i zapach śmietankowy. Na końcu, cały czas mieszając,  pomału dolewamy masę z rondelka, oczywiście przestudzoną, ale nie musi być całkiem zimna. Powstałym ciastem zalewamy owoce i pieczemy ok. 30 minut w temp. ok. 200 stopni. Po upieczeniu i wystudzeniu obracamy ciasto do góry owocami. Najłatwiej to zrobić kładąc je na dużym talerzu i obracając razem z talerzem, drugą ręką przytrzymując wierzch. Kładziemy na drugim talerzu, a ten, teraz z wierzchu -zabieramy. Można też takie ciasto ozdobić galaretką lub dodatkową porcją malin.


W malinowym raju