czwartek, 28 listopada 2013
Galaretka z winogron
Tak, wiem - niespecjalnie to wygląda na zdjęciu. Trochę jak galaretka z buraczków. Trudno, była smutna pogoda. Ale smak takiej galaretki jest znakomity. Jest zrobiona z polskich ciemnych winogron. Z naszego ogródka. Próbowałam zjeść wszystkie na surowo, bo najzdrowsze, ale się nie dało. Było ich za dużo.
Składniki są bardzo proste - sok z winogron i agar.
Winogrona ( ok. 2kg) zdejmujemy z gałązek, wrzucamy do garnka , podgrzewamy i ugniatamy ( np. tłuczkiem do ziemniaków) żeby puściły sok. Ja moich nie musiałam dosładzać, bo były leciutko przemrożone i bardzo słodkie w związku z tym. Następnie wyłożyłam pulpę winogronową na sitko i odcisnęłam. Szło opornie, więc zostawiłam na noc, obciążone kamiennym moździerzem. Soku wyszło ok. litra. Dodałam 2 łyżeczki agaru i chwile gotowałam. Po ostudzeniu pokroiłam w kosteczkę.
Kotleciki jaglane i sos z czerwonej soczewicy
Zupełnie nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie było przepisu na kotleciki jaglane. Bardzo lubię kaszę jaglaną. Jest to jedna z najzdrowszych kasz, trzeba ją jeść tak często, jak się da. Na szczęście daje wiele możliwości, możną ją jeść jako dodatek do drugiego dania, można z niej robić pyszne desery, przystawki i kotleciki. Zacznijmy więc od kotlecików :)
Składniki:
- 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
- kilka pieczarek
- cebula
- 3 łyżki mąki ryżowej
- 3 szczypty soli
- dużo przypraw - pieprz czarny, kurkuma, kumin, chilli - co kto lubi
- zielenina - np. pęczek koperku
- łyżka oliwy,olej rzepakowy do smażenia.
Zrobiłam też kuleczki jaglane, doskonałe jako przystawka lub mały poczęstunek na imprezę. Do tej samej masy dodałam jeszcze garść startej na tarce czerwonej papryki, żeby było ładnie. Zamiast kotlecików zrobiłam małe kuleczki i usmażyłam w oleju z dodatkiem sporej szczypty curry i 2 ząbków czosnku. Po usmażeniu wyjęłam na ręcznik papierowy żeby je odtłuścić trochę. Na koniec posypałam jeszcze mielona papryką. Można je jeść na ciepło lub na zimno. Wszystkim bardzo smakowały, z czego się niezmiernie cieszę, również w imieniu kaszy.
Aaaa i jeszcze sos! Do rondelka wsypujemy garść czerwonej soczewicy, zalewamy szklanką wody i gotujemy pod przykryciem. Gdy soczewica się już rozpada, czyli po ok. 10 minutach dodajemy dużą łyżkę koncentratu pomidorowego, skarmelizowaną cebulkę, sól, pieprz, szczyptę oregano, trochę sosu sojowego. Można zmiksować na gładko, ale ja wole jak jest chropowaty.
czwartek, 12 września 2013
Kotleciki z czerwonej soczewicy
Tyle razy już robiłam różne wersje kotlecików z zielonej soczewicy, że zapragnęłam odmiany. Tym razem postanowiłam spróbować jak to będzie z czerwoną. Teoretycznie jest trudniejsza, bo łatwo się rozgotowuje na papkę i nie klei się tak ładnie jak zielona. Jednak ostatnio eksperymentuję z bezglutenowymi mąkami i chciałam zobaczyć jaki efekt da pomieszanie soczewicy z mąka ryżową. Było nieźle, ale uprzedzam, że dość łagodnie. To znaczy kotleciki były mięciutkie i wymagały, moim zdaniem sosu. Ponieważ potknęłam się o kilka podgrzybków, które bezczelnie wyrastają nam pod domem - zrobiłam sos grzybowy. Myślę jednak, że idealny byłby pomidorowy z nutą orientalną.
Składniki:
- 3/4 szklanki czerwonej soczewicy
- 2 łyżki mąki ryżowej
- pół czerwonej papryki
- marchewka
- pół czerwonej cebuli
- 3 ząbki czosnku
- garść świeżej szałwii (lub jeśli ktoś woli- koperku)
- kurkuma, vegeta natur, pieprz czarny
wtorek, 23 lipca 2013
Tarta "śliwki w czekoladzie"
Zawsze mnie wkurza, że dobre śliwki w czekoladzie są takie drogie. Kupuje się te 20 dkg na dwie osoby i pozostaje potem tylko uczucie żalu i niedosytu :) Postanowiłam temu zaradzić. Wymyśliłam ciasto, które smakuje jak świetne śliwki w czekoladzie, można się poobjadać i mieć spokój na jakiś czas.
Składniki:
- ciasto na spód do foremki o średnicy ok. 25 cm-
żółtko, lub jeśli małe to dwa
szczypta soli, 2 łyżki cukru trzciowego
- ponadto :
3 łyżki cukru pudru
sok z 1/4 cytryny
2 łyżki kakao
100g masła
3 łyżki cukru trzcinowego lub cukru pudru
Najpierw robimy ciasto. Masło musi być ciepłe, trzeba je wyjąć wcześniej z lodówki i postawić w ciepłym miejscu lub w leciutko podgrzanym piekarniku. Gdy masło zaczyna się "maślić" ubijamy je z cukrem na dość puszystą masę, dodajemy szczyptę soli, żółtka i na końcu mąkę. Zagniatamy tylko na tyle, by wszystkie składniki się dobrze połączyły. Foremkę wykładamy ciastem, jeśli ktoś woli to może je rozwałkować najpierw na placek, ja zawsze po prostu ugniatam palcami.Foremkę z ciastem chowamy na pół godziny do lodówki, choć i bez tego ciasto jest dość kruche.
Najlepsze suszone śliwki to takie błyszczące, mokre, nie wysuszone na wiór. Dobrze też by nie były konserwowane SO2 - tak czy inaczej trzeba je dokładnie umyć i osuszyć na ściereczce. Następie w rondelku robimy lukier. 2-3 łyżki cukru pudru mieszamy z sokiem z cytryny i lekko podgrzewamy aż powstanie gęsty lukier.Wrzucamy do niego śliwki i dokładnie mieszamy, by trochę lukru znalazło się też w środku śliwek..Niech teraz sobie poleżą do wystygnięcia i zastygnięcia lukru.
Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni i wkładamy do niego ciasto. Pieczenie trwa ok 20 min- ciasto powinno mieć jasnozłoty kolor.
Teraz polewa- w garnuszku rozpuszczamy masło ( może być roślinne) i dodajemy cukier. Mieszamy lekko podgrzewająć aż cukier się rozpuści. Gdyby trwało to za długo można dolać odrobinę mleka, wtedy cukier rozpuści się szybciej. Na końcu dodajemy kakao i dokładnie mieszamy.
Na upieczonym cieście układamy polukrowane śliwki i polewamy gorącą polewą czekoladową. Po ostygnięciu- ciasto jest gotowe.Posypałam je jeszcze tylko startą na tarce, gorzką czekoladą.
środa, 12 czerwca 2013
Ciasto wegańskie
Właściwie to jest tak proste ciasto, że aż wstyd dawać na nie przepis. Ale jest też smaczne i można je zrobić błyskawicznie- przydaje się gdy goście zadzwonią, że już jadą :) Nie zawiera jajek ani mleka.
Składniki:
- 3 średnie banany
- szklaka mąki pełnoziarnistej pszennej lub orkiszowej
- mniej niż pół szklaki oleju rzepakowego
- pół szklanki cukru trzcinowego
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki kakao
Teraz ewentualne dodatki.
- Zrobiłam cieniutką polewę z 3 łyżeczek cukru pudru, soku z połówki cytryny i łyżeczki kakao. Wszystkie te składniki dokładnie mieszamy i polewamy jeszcze ciepłe ciasto.
- Wierzch ciasta posypałam waniliowo-kardamonową przyprawą Kamisu
- Ciasto podałam z dżemem rabarbarowym ( rabarbar podsmażony z cukrem )
A tu w tle nasz kurnik, pięknie obrośnięty dzikim winem :)
wtorek, 11 czerwca 2013
Pizza! Pizza! Pizza!
Bardzo uprzejmie przepraszam, że ostatnio tak niewiele przepisów tu umieszczam. Obfitość zieloności sprawia, że w ogródku mam wór roboty. Piękne okoliczności przyrody odciągają od komputera i zniechęcają do siedzenia w domu. W dodatku naszą wieś omijają ulewne deszcze, oczywiście pada codziennie, ale nie tak bardzo. Postanowiłam więc nie czekać na deszczową pogodę i usiąść do nadrabiania zaległości. Może jakoś wytrzymam ze świadomością, że tam mi się chwasty panoszą.
Od kilku miesięcy w każdą niedzielę jemy pizzę. Innymi słowy pizza zastąpiła nam rosół :) Pomyślałam, że pora podzielić się wiedzą nabytą, ostatecznie ćwiczenie czyni mistrza.
Kiedyś kupowałam specjalne mąki do pizzy, ale szczerze mówiąc nie widzę specjalnej różnicy. Teraz używam dowolnej mąki pszennej, typ zazwyczaj 650 ale zdarzyło mi się użyć też tortowej, orkiszowej, pełnoziarnistej.
>>>Najważniejsze w robieniu domowej pizzy okazało się wyrabianie ciasta. Trzeba to robić długo!
Składniki na pizzy ze zdjęcia: podsmażona cebulka, pieczarki, pomidorki koktajlowe, ser kefalotiri, rukola i bazylia. Na spodzie jest sos pomidorowy, który robię sama na bazie koncentratu, ale do gotowej pizzy najbardziej lubię chutney mango :)
Od kilku miesięcy w każdą niedzielę jemy pizzę. Innymi słowy pizza zastąpiła nam rosół :) Pomyślałam, że pora podzielić się wiedzą nabytą, ostatecznie ćwiczenie czyni mistrza.
Kiedyś kupowałam specjalne mąki do pizzy, ale szczerze mówiąc nie widzę specjalnej różnicy. Teraz używam dowolnej mąki pszennej, typ zazwyczaj 650 ale zdarzyło mi się użyć też tortowej, orkiszowej, pełnoziarnistej.
>>>Najważniejsze w robieniu domowej pizzy okazało się wyrabianie ciasta. Trzeba to robić długo!
- Ponieważ używam zwykłych, tzw świeżych drożdży, nastawiam najpierw zaczyn. Na dwie pizze biorę 25 g drożdży, pół szklanki ciepłej wody, garstkę mąki i łyżeczkę cukru. Odstawiam w ciepłym miejscu na 15 minut, żeby drożdże zaczęły pracować.
- Gdy w zaczynie pojawią się bąbelki dodaję ok. 2 szklanek mąki, łyżeczkę soli, garść oregano, 3 łyżki oliwy z oliwek, dolewam tyle wody żeby powstało dość kleiste ciasto.
- Wyrabiam minimum 15 minut, czasem dłużej. Po prostu siadam z miską na schodach i podziwiam widoki, albo włączam sobie jakiś film i wyrabiam do skutku. Skutkiem jest sprężyste, odchodzące od ręki ciasto. Odkładam je do miski , przykrywam szmatką i czekam aż podwoi objętość.
- Po ok 30-40 minutach dzielę wyrośnięte ciasto na dwie części, wałkuję na dwa placki i kładę każdy na blaszce do pizzy. W razie braku takowej sprawdzają się okrągłe tacki do grilla. Ważne żeby było to coś z dziurkami.
- Pizzę smaruję sosem pomidorowym, układam dowolne składniki, posypuję trochę serem, oregano, pieprzem. Ważne żeby składników nie było za dużo. Bardzo lubię też gdy jednym ze składników jest lekko zeszklona cebula .Piekę ok. 30 minut w temp. w okolicach 180-200 stopni.
- Po tym czasie zaglądam czy spód pizzy się lekko zrumienił, jeśli tak - dosypuję jeszcze startego sera (wtedy jest ładnie rozpuszczony, nie spieczony) posypuję pizzę świeżymi ziołami, np. oregano, bazylią. Na wolną półkę w piekarniku wylewam pół szklanki wody i zamykam piekarnik. Dzięki temu ciasto wchłania parę wodną i jest sprężyste, a miękkie. Po chwili wyjmuję gotową pizzę.
Składniki na pizzy ze zdjęcia: podsmażona cebulka, pieczarki, pomidorki koktajlowe, ser kefalotiri, rukola i bazylia. Na spodzie jest sos pomidorowy, który robię sama na bazie koncentratu, ale do gotowej pizzy najbardziej lubię chutney mango :)
sobota, 30 marca 2013
Biszkopt kakaowy z wiśniami
Piekłam to ciasto jakiś czas temu, zdjęcie zrobiłam i...zapomniałam podzielić się przepisem. Ponieważ ostatnio była seria ciast niemal błyskawicznych, przypomniałam sobie i o tym. Jest znakomite na leniwą niedzielę, nie wymaga dużo pracy, nie zajmuje dużo czasu. Piecze się szybciutko, więc może być też dla niezapowiedzianych gości.
Składniki:
- 4 jajka wiejskie
- szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej
- 3/4 szklanki cukru trzcinowego, nierafinowanego
- 3 łyżki kakao
- 4-5 ziaren ziela angielskiego
- łyżeczka proszku do pieczenia lub sody
- pół szklanki cukru pudru
- łyżeczka kakao
- wiśnie z konfitury
- 2 kostki czekolady
Do rondelka wsypujemy cukier puder, kakao i wlewamy kilka kropel ciepłej wody. Lekko podgrzewamy i dokładnie mieszamy. Można dodać też łyżeczkę masła. Ciepłe ciasto polewamy ciepłym lukrem, dzięki temu trochę wchłonie się w ciasto. Wierzch dekorujemy wiśniami z konfitury i pokruszoną lub startą na tarce czekoladą.
wtorek, 26 marca 2013
Szybki placek śliwkowy
Możecie wierzyć, albo nie, ale to ciasto robi się błyskawicznie. I zjada się błyskawicznie, bo jest pyszne. Wpisuje się jeszcze w klimat zimy za oknem, bo zapach śliwek i cynamonu pasuje do śniegu za oknem. Jeśli przygotujecie sobie wcześniej wszystkie potrzebne składniki - samo zrobienie ciasta zajmie wam może z 5 minut.
Składniki:
- Szklanka mąki ( u mnie mieszanka tortowej i pełnoziarnistej pszennej)
- 3/4 szklanki cukru
- 4 jajka wiejskie
- łyżeczka proszku, szczypta soli, cynamon
- 1 banan
- 400g śliwek bez pestek, o tej porze roku oczywiście mrożonych.
piątek, 22 marca 2013
Łatwe, piaskowe, cytrynowe
Może być babą wielkanocną, jest bardzo sypkie, wręcz rozpływające się w ustach. Nie wymaga dużo pracy. Ma lekko cytrynowy smak, nie jest za słodkie. Ciasto ideał.
Składniki:
- czubata szklanka mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki maki pszennej
- 3 wiejskie jajka
- pół szklanki cukru
- pół kostki masła ( ok. 120 g)
- cytryna
- łyżeczka proszku do pieczenia
- pół szklanki cukru pudru na lukier
Ciasto można tylko posypać z wierzchu cukrem pudrem lub polać lukrem. W tym celu wystarczy wymieszać cukier puder z odrobiną wody lub soku z cytryny, dodać trochę otartej skórki cytrynowej i polać wierzch ciasta, gdy tylko ostygnie.
piątek, 1 marca 2013
Papryczki faszerowane kaszą jaglaną
Takie -ni stąd ni zowąd -podłużne papryczki kupiłam. Jak tylko je zobaczyłam, od razu pomyślałam, że fajnie będzie je czymś nafaszerować. I tak też uczyniłam. Ponieważ dawno jakoś nie robiłam nic z kaszą jaglaną, a kasza ta jest, jak wiadomo, najzdrowszą kaszą na Świecie- nadzienie było z niej właśnie. i było pyszną pysznością.
Składniki:
Na łyżce oliwy podsmażamy drobno posiekaną cebulę, posypujemy łyżeczką cukru, dodajemy majeranek, pieprz, sól, odrobinę curry. Gdy się zeszkli dodajemy posiekane drobno lub starte na tarce pieczarki. Podsmażamy chwilę i dodajemy łyżkę masła. mieszamy wszystko z kaszą, dodajemy posiekaną natkę i bazylię. farszem nadziewamy papryki i układamy w naczyniu do zapiekania.
Teraz robimy sos. Znów podsmażamy drobniutko pokrojoną cebulę, dodajemy pieprz, bazylię, 4 łyżki koncentratu pomidorowego i tyle samo ajwaru. Jeśli nie macie domowego- można dodać kupny ze słoiczka, też będzie dobrze. Jeśli sos jest gęsty trzeba dodać wody, tak żeby miało co odparować w czasie zapiekania papryki. Gotowym sosem polewamy papryczki, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem, odrobiną curry i posiekaną bazylią i zapiekamy 10-15 minut.
Składniki:
- 6 papryk
- 6 średnich pieczarek
- szklanka ugotowanej na sypko kaszy jaglanej
- duża cebula
- łyżka masła
- sól, pieprz, carry, majeranek, łyżeczka cukru
- łyżka oleju
- świeża bazylia i natka pietruszki
- cebula
- łyżka oleju
- 4 łyżki koncentratu pomidorowego
- 4 łyżki ajwaru (pasta z papryki i bakłażana)
- pieprz, bazylia
Na łyżce oliwy podsmażamy drobno posiekaną cebulę, posypujemy łyżeczką cukru, dodajemy majeranek, pieprz, sól, odrobinę curry. Gdy się zeszkli dodajemy posiekane drobno lub starte na tarce pieczarki. Podsmażamy chwilę i dodajemy łyżkę masła. mieszamy wszystko z kaszą, dodajemy posiekaną natkę i bazylię. farszem nadziewamy papryki i układamy w naczyniu do zapiekania.
Teraz robimy sos. Znów podsmażamy drobniutko pokrojoną cebulę, dodajemy pieprz, bazylię, 4 łyżki koncentratu pomidorowego i tyle samo ajwaru. Jeśli nie macie domowego- można dodać kupny ze słoiczka, też będzie dobrze. Jeśli sos jest gęsty trzeba dodać wody, tak żeby miało co odparować w czasie zapiekania papryki. Gotowym sosem polewamy papryczki, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem, odrobiną curry i posiekaną bazylią i zapiekamy 10-15 minut.
wtorek, 26 lutego 2013
Łężnie
Wczoraj trafiłam na FB na rozmowę o łężniach, chyba na Puszce. Nareszcie coś czego nigdy nie gotowałam. W dodatku szybko się okazało, że mam wszystkie potrzebne składniki. Przejrzałam wszystkie przepisy jakie znalazłam w tym temacie w sieci. Zdecydowanie zwiększyłam ilość cebuli i przypraw, natomiast odrzuciłam pomysł smażenia w głębokim tłuszczu, czy na smalcu. Można, jak sugeruje większość przepisów jeść je z sosem grzybowym, ale w wersji light mogą być z żurawiną. Bardzo mi smakowały, na pewno będę je robiła częściej. Tym bardziej, że jest to znakomity pomysł na zagospodarowanie resztek ugotowanych ziemniaków. Na drugi dzień łężnie można zjeść też na zimno, ale nie są już powalające. Do zrobienia tego regionalnego dania potrzeba takich składników, które mamy przez całą zimę- czyli kuchnia sezonowa- jesienno-zimowa. Następny plus. W starej książce kucharskiej na mojej półce znalazłam też przepis na łężnie- jakoś nie zachęciły mnie nigdy przedtem. Okazuje się też , że mają jeszcze podobną wersje z twarogiem i nazywają się wtedy sasznie. Musze chyba poświęcić więcej uwagi kuchni kresowej, bo nigdy tego nie jadłam.
Składniki:
Składniki:
- 1,5 kg ziemniaków
- garść mąki ziemniaczanej
- 2 duże cebule
- pół kilograma kiszonej kapusty
- pieprz, sól, gałka muszkatołowa, biały pieprz, majeranek, łyżeczka cukru trzcinowego.
- olej do smażenia, łyżeczka masła
środa, 6 lutego 2013
Faworki? To łatwe!
Najlepsze na Świecie faworki robi Pani Nacia. Pracowałyśmy kiedyś razem i potem, w okresie karnawału pojawiała się z wizytą, trzymając w dłoniach plastykowe wiaderko. Wiaderko wypełnione faworkami tak kruchymi i cieniutkimi, że w żaden inny sposób by ich nie przewiozła. Niestety teraz mieszkam daleko i Pani Nacia mnie nie odwiedza, a i pewnie ma wystarczająco dużo wnuków i prawnuków do obdarowania w karnawale...Cóż, musiałam się sama wziąć do roboty. Poprzednie faworki robiłam jako dziecko, a właściwie tylko pomagałam. Po przeczytaniu wielu przepisów z internetu i wytężeniu pamięci, doszłam do wniosku, że najlepsze będą takie składniki:
na stolnicę przesiewamy mąkę dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Jeśli jest za mokre dodajemy jeszcze trochę mąki. Wyrabiamy przez kilka minut. Powinno być sprężyste i łatwo odchodzić od ręki.Następnie formujemy z ciasta kulę, bierzemy wałek i walimy w ciasto przez 15 minut. Ja zmieniałam się z mężem, bo to strasznie nudne zajęcie. Oczywiście gdy od walenia z ciasta robi się placek, znów formujemy kule i tak w kółko. Takie ubijanie jest bardzo ważne dla kruchości ciasta, więc warto się pomęczyć. Następnie dzielimy ciasto na 3 lub 4 części. Z jednej wałkujemy placek, resztę można na razie schować do lodówki. Starajmy się nie podsypywać za dużo mąki przy wałkowaniu, żeby faworki nie były nią oprószone, bo będzie spadała do tłuszczu i się paliła.Placek powinien być tak cienki, jak to możliwe. Następnie kroimy placek w paski szerokości ok. 3 cm. Z pasków pokrojonych w poprzek powstaną pojedyncze faworki. Każdy nacina się przez środek i przekłada jedną stronę faworka przez powstałą pętle. Wycięte faworki odkładamy na tacę.
Jeśli nie macie czasu i ochoty na wycinanie klasycznych faworków, ich kształt może być właściwie dowolny, np. paseczki. I tak ładnie się skręcą przy smażeniu.
Faworki smażymy partiami, po kilka sztuk, tak abyśmy zdążyli przewracać je na drugą stronę nim się zbyt zrumienią. Olej należy rozgrzać, ale nie dopuścić do jego dymienia. Gdy pierwszy faworek szybko skwierczy i wyplywa- mozemy zaczynać.
Usmażone faworki odkładamy na ręcznik papierowy, by dobrze odsiąkneły z tłuszczu. Potem układamy na talerzu, posypując każdy dokładnie cukrem pudrem.
A na koniec polecam postawić wysoko w kredensie, by nie zjeść wszystkich na raz :)
- 4 żółtka
- pół łyżeczki soli i łyżka cukru
- 2 łyżki spirytusu
- 5 łyżek gęstej śmietany 18 %
- mąka tortowa, ok. 2 szklanki
- 1 litr oleju rzepakowego do smażenia
- cukier puder wymieszany z cukrem waniliowym do posypania
na stolnicę przesiewamy mąkę dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Jeśli jest za mokre dodajemy jeszcze trochę mąki. Wyrabiamy przez kilka minut. Powinno być sprężyste i łatwo odchodzić od ręki.Następnie formujemy z ciasta kulę, bierzemy wałek i walimy w ciasto przez 15 minut. Ja zmieniałam się z mężem, bo to strasznie nudne zajęcie. Oczywiście gdy od walenia z ciasta robi się placek, znów formujemy kule i tak w kółko. Takie ubijanie jest bardzo ważne dla kruchości ciasta, więc warto się pomęczyć. Następnie dzielimy ciasto na 3 lub 4 części. Z jednej wałkujemy placek, resztę można na razie schować do lodówki. Starajmy się nie podsypywać za dużo mąki przy wałkowaniu, żeby faworki nie były nią oprószone, bo będzie spadała do tłuszczu i się paliła.Placek powinien być tak cienki, jak to możliwe. Następnie kroimy placek w paski szerokości ok. 3 cm. Z pasków pokrojonych w poprzek powstaną pojedyncze faworki. Każdy nacina się przez środek i przekłada jedną stronę faworka przez powstałą pętle. Wycięte faworki odkładamy na tacę.
Jeśli nie macie czasu i ochoty na wycinanie klasycznych faworków, ich kształt może być właściwie dowolny, np. paseczki. I tak ładnie się skręcą przy smażeniu.
Faworki smażymy partiami, po kilka sztuk, tak abyśmy zdążyli przewracać je na drugą stronę nim się zbyt zrumienią. Olej należy rozgrzać, ale nie dopuścić do jego dymienia. Gdy pierwszy faworek szybko skwierczy i wyplywa- mozemy zaczynać.
Usmażone faworki odkładamy na ręcznik papierowy, by dobrze odsiąkneły z tłuszczu. Potem układamy na talerzu, posypując każdy dokładnie cukrem pudrem.
A na koniec polecam postawić wysoko w kredensie, by nie zjeść wszystkich na raz :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)