piątek, 1 marca 2013

Papryczki faszerowane kaszą jaglaną

Takie -ni stąd ni zowąd -podłużne papryczki kupiłam. Jak tylko je zobaczyłam, od razu pomyślałam, że fajnie będzie je czymś nafaszerować. I tak też uczyniłam. Ponieważ dawno jakoś nie robiłam nic z kaszą jaglaną, a kasza ta jest, jak wiadomo, najzdrowszą kaszą na Świecie- nadzienie było z niej właśnie. i było pyszną pysznością.
Składniki:
  • 6 papryk
  • 6 średnich pieczarek
  • szklanka ugotowanej na sypko kaszy jaglanej
  • duża cebula
  • łyżka masła
  • sól, pieprz, carry, majeranek, łyżeczka cukru
  • łyżka oleju
  • świeża bazylia i natka pietruszki
Do sosu:
  • cebula
  • łyżka oleju
  • 4 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 4 łyżki ajwaru (pasta z papryki i bakłażana)
  • pieprz, bazylia
Z każdej papryczki trzeba wyjąć pestki. Najłatwiej jest to zrobić długim i cienkim nożem, najpierw odkroić górę, a potem poruszać nożem w środku. Następnie papryki myjemy i obgotowujemy na parze lub w lekko osolonej wodzie.(Można też faszerować papryki surowe, ale wtedy trzeba wszystko dłużej zapiekać-najpierw przykrywając pokrywką lub folią, na jakieś 20 minut.)
Na łyżce oliwy podsmażamy drobno posiekaną cebulę, posypujemy łyżeczką cukru, dodajemy majeranek, pieprz, sól, odrobinę curry. Gdy się zeszkli dodajemy posiekane drobno lub starte na tarce pieczarki. Podsmażamy chwilę i dodajemy łyżkę masła. mieszamy wszystko z kaszą, dodajemy posiekaną natkę i bazylię. farszem nadziewamy papryki i układamy w naczyniu do zapiekania.
Teraz robimy sos. Znów podsmażamy drobniutko pokrojoną cebulę, dodajemy pieprz, bazylię, 4  łyżki koncentratu pomidorowego i tyle samo ajwaru. Jeśli nie macie domowego- można dodać kupny ze słoiczka, też będzie dobrze. Jeśli sos jest  gęsty trzeba dodać wody, tak żeby miało co odparować w czasie zapiekania papryki. Gotowym sosem polewamy papryczki, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem, odrobiną curry i posiekaną bazylią i zapiekamy 10-15 minut.


wtorek, 26 lutego 2013

Łężnie

Wczoraj trafiłam na FB na rozmowę o łężniach, chyba na Puszce. Nareszcie coś czego nigdy nie gotowałam. W dodatku szybko się okazało, że mam wszystkie potrzebne składniki. Przejrzałam wszystkie przepisy jakie znalazłam w tym temacie w sieci. Zdecydowanie zwiększyłam ilość cebuli i przypraw, natomiast odrzuciłam pomysł smażenia w głębokim tłuszczu, czy na smalcu. Można, jak sugeruje większość przepisów jeść je z sosem grzybowym, ale w wersji light mogą być z żurawiną. Bardzo mi smakowały, na pewno będę je robiła częściej. Tym bardziej, że jest to znakomity pomysł na zagospodarowanie resztek ugotowanych ziemniaków. Na drugi dzień łężnie można zjeść też na zimno, ale nie są już powalające. Do zrobienia tego regionalnego dania potrzeba  takich składników, które mamy przez całą zimę- czyli kuchnia sezonowa- jesienno-zimowa. Następny plus. W starej książce kucharskiej na mojej półce znalazłam też przepis na łężnie- jakoś nie zachęciły mnie nigdy przedtem. Okazuje się też , że mają jeszcze podobną wersje z twarogiem i nazywają się wtedy sasznie. Musze chyba poświęcić więcej uwagi kuchni kresowej, bo nigdy tego nie jadłam.
Składniki:
  • 1,5 kg  ziemniaków
  • garść mąki ziemniaczanej
  • 2 duże cebule
  • pół kilograma kiszonej kapusty
  • pieprz, sól, gałka muszkatołowa, biały pieprz, majeranek, łyżeczka cukru trzcinowego.
  • olej do smażenia, łyżeczka masła
Obrane ziemniaki gotujemy w lekko osolonej wodzie.  Kapustę i jedną cebulę kroimy i podsmażamy na łyżce oleju. Dodajemy pieprz,łyżeczkę cukru, majeranek.Dusimy kilka minut i odstawiamy w miseczce, by ostygła.  Drugą  cebulę siekamy bardzo drobno, podsmażamy na patelni z łyżką oleju i dodajemy do ugotowanych ziemniaków. Dodajemy gałkę, biały pieprz, łyżeczkę masła i mąkę i ugniatamy tłuczkiem do ziemniaków lub przeciskamy przez praskę. Jeśli trzeba- dosalamy. można też do tak powstałego ciasta dodać jajko, ale nie jest to konieczne. W niektórych przepisach nie ma mąki ziemniaczanej, ale może kiedyś były ziemniaki bogatsze w skrobię? W każdym razie z mąka łatwiej się lepi. Z kawałka ciasta formujemy placuszek na dłoni i nakładamy łyżkę kapusty, przykrywamy kawałeczkiem ciasta z góry i lepimy kotleciki. Następnie smażymy je na oleju , z obu stron, na jasnobrązowy kolor. Wykładamy na ręcznik papierowy, by pozbyć się resztek tłuszczu. Podajemy ciepłe, z sosem lub z żurawiną, z surówkami, smażonymi pieczarkami....


środa, 6 lutego 2013

Faworki? To łatwe!

a
Najlepsze na Świecie faworki robi Pani Nacia. Pracowałyśmy kiedyś razem i potem,  w okresie karnawału pojawiała się z wizytą, trzymając w dłoniach plastykowe wiaderko. Wiaderko wypełnione faworkami tak kruchymi i cieniutkimi, że w żaden inny sposób by ich nie przewiozła. Niestety teraz mieszkam daleko i Pani Nacia mnie nie odwiedza, a i pewnie ma wystarczająco dużo wnuków i prawnuków do obdarowania w karnawale...Cóż, musiałam się sama wziąć do roboty. Poprzednie faworki robiłam jako dziecko, a właściwie tylko pomagałam. Po przeczytaniu wielu przepisów z internetu i wytężeniu pamięci, doszłam do wniosku, że najlepsze będą takie składniki:
  • 4 żółtka
  • pół łyżeczki soli i łyżka cukru
  • 2 łyżki spirytusu
  • 5 łyżek gęstej śmietany 18 %
  • mąka tortowa, ok. 2 szklanki
  • 1 litr oleju rzepakowego do smażenia
  • cukier puder wymieszany z cukrem waniliowym do posypania
Ważne, by do ciasta nie dodawać więcej cukru, bo faworki będą się za szybko paliły. słodkości nabiorą od posypki. Spirytus można zastąpić mocnym rumem, ale nie octem, bo faworki będą bułowate.
na stolnicę przesiewamy mąkę dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Jeśli jest za mokre dodajemy jeszcze trochę mąki. Wyrabiamy przez kilka minut. Powinno być sprężyste i łatwo odchodzić od ręki.Następnie formujemy z ciasta kulę, bierzemy wałek i walimy w ciasto przez 15 minut. Ja zmieniałam się z mężem, bo to strasznie nudne zajęcie. Oczywiście gdy od walenia z ciasta robi się placek, znów formujemy kule i tak w kółko. Takie ubijanie jest bardzo ważne dla kruchości ciasta, więc warto się pomęczyć. Następnie dzielimy ciasto na 3 lub 4 części. Z jednej wałkujemy placek, resztę można na razie schować do lodówki. Starajmy się nie podsypywać za dużo mąki  przy wałkowaniu, żeby faworki nie były nią oprószone, bo będzie spadała do tłuszczu i się paliła.Placek powinien być tak cienki, jak to możliwe. Następnie kroimy placek w paski szerokości ok. 3 cm. Z pasków pokrojonych w poprzek powstaną pojedyncze faworki. Każdy nacina się przez środek i przekłada jedną stronę faworka przez powstałą pętle. Wycięte faworki odkładamy na tacę.
 Jeśli nie macie czasu i ochoty na wycinanie klasycznych faworków, ich kształt może być właściwie dowolny, np. paseczki. I tak ładnie się skręcą przy smażeniu.
Faworki smażymy partiami,  po kilka sztuk, tak abyśmy zdążyli przewracać je na drugą stronę nim się zbyt zrumienią. Olej należy rozgrzać, ale nie dopuścić do jego dymienia. Gdy pierwszy faworek szybko skwierczy i wyplywa- mozemy zaczynać.
Usmażone faworki odkładamy na ręcznik papierowy, by dobrze odsiąkneły z tłuszczu. Potem układamy na talerzu, posypując każdy dokładnie cukrem pudrem.

A na koniec polecam postawić wysoko w kredensie, by nie zjeść wszystkich na raz :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Sajgonki z sezamem

Ponieważ w sobotnie popołudnie szliśmy do znajomych, postanowiłam zrobić tylko szybki i nieduży obiad. Właściwie po prostu ciepłą przekąskę. W szufladzie miałam od dawna papier ryżowy. Miałam z niego robić pierożki, ale w okresie około świątecznym chęć na kolejne pierogi była mała.Tak więc skończył klasycznie, jako opakowanie sajgonek. Użyłam też mrożonych warzyw, bo nie chciało mi się wszystkiego siekać. Kupuję te mrożonki, które nie zawierają żadnych dodatków. I nie maja napisu- na patelnię. Gdy przeczytacie skład okaże się, że są ochrzczone niezdrowym tłuszczem, a czasem nawet glutaminianem sodu i innymi chemikaliami. Można jednak znaleźć też takie, które zawierają tylko zamrożone warzywa.
Składniki na 10 sajgonek:
  • pół opakowania ( 200g) mieszanki warzywnej china-mix ( lub marchewka, por, pietruszka,kiełki sojowe, pędy bambusa- pokrojone w drobne paski)
  • garść suszonych chińskich grzybków Mun
  • pęczek dymki
  • garść makaronu sojowego ( nitki)
  • 10 placków z papieru ryżowego
  • 2 ząbki czosnku i ok. 3 cm długości kawałek świeżego imbiru
  • olej sezamowy, olej rzepakowy, sos sojowy, odrobina chilli, spora garść sezamu.
Suszone grzyby należy namoczyć w letniej wodzie, ok. pól godziny wcześniej. Gdy "urosną" kroimy je w drobne paski, tylko kapelusze, bez twardej części trzonu. Siekamy też dymkę, a czosnek i imbir najlepiej jest zetrzeć na tarce lub pokroić w cieniutkie plasterki. makaron sojowy zalewamy na chwilę wrzątkiem i odcedzamy. Na patelnię lub do woka,  wlewamy łyżkę oleju sezamowego, dodajemy posiekane grzyby i warzywa, chwilę podduszamy. Następie dodajemy dymkę, czosnek, imbir, sezam, odrobinę chilli i sos sojowy do smaku. Na koniec dodajemy makaron sojowy i dokładnie mieszamy składniki. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, może jeszcze trochę dosolić, mi wystarcza smak sosu sojowego.Nie należy też zbyt długo dusić warzyw, ważne żeby były chrupkie. Gdy warzywa nieco ostygną robimy sajgonki. Na stole stawiamy sobie talerzyk z wodą, obok kładziemy deskę, miseczkę z farszem i stawiamy talerz na gotowe sajgonki. Najlepiej jest talerz posmarować odrobiną tłuszczu, łatwiej będzie zdejmować sajgonki, bo papier ryżowy łatwo się przykleja do wszystkiego. Każdy kawałek papieru wkładamy na sekundę dosłownie do wody, tak by zmoczył się z obu stron. następnie kładziemy go szybko na desce, nakładamy łyżkę farszu i zawijamy jak krokiety z naleśników ( najpierw kawałek części  dolnej  do góry, żeby przykryła farsz, potem boki do środka i  góra w dół, aż do końca.) Zawiniętą sajgonkę odkładamy na talerz. Gdy zwiniemy wszystkie, rozgrzewamy na patelni lub w woku olej rzepakowy i smażymy sajgonki przez chwilę z każdej strony, tak by nabrały złotego koloru. Podajemy z sosem i surówką.
Przepraszam za zimową jakość zdjęć, ale mój mały Nikon zupełnie nie daje rady przy sztucznym świetle, no może to ja nie daję rady, ale łatwiej mi zwalić winę na niego :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Zapiekanka z pora

Ochota na pory naszła mnie nagła i niespodziewana, ale przyczynę swoją mająca we fragmencie Anielskiej Kuchni obejrzanym przypadkiem. Siostra Aniela kroiła pory do surówki, tak wzruszająco namawiając do chowania paluszków, by ich wraz z porem nie posiekać. Przy najbliższych zakupach nabyłam więc pora słusznych rozmiarów, ale potrzebowałam obiadu, nie sałatki. Poza tym surowe pory mi nie służą- to jedna z niewielu rzeczy, po których ciężkość  w trzewiach odczuwam. Zrobiłam więc zapiekankę z ziemniakami.
Składniki:
  • 5 srednich ziemniakow
  • duży por
  • 2 łyżki masła
  • pół szklanki mleka
  • łyżka mąki
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa, kminek
Ziemniaki obrałam i pokroiłam w grubą kostkę, ale jak ktoś woli plasterki- to proszę bardzo. Obgotowałam je w niewielkiej ilości lekko osolonej wody, choć pewnie lepiej byłoby je obgotować na parze, w każdym razie zdrowiej.  Przez ok. pięć minut, tak by były twardawe. Por umyłam i pokroiłam w cieniutkie paseczki całą część białą i jasnozieloną. Gdybym miała to robić jeszcze raz wzięłabym jednak dwa pory, bo sie mocno kurczą przy duszeniu. Pokrojone pory poddusiłam z masłem, po kilku minutach dodałam łyżkę mąki rozbełtaną w połowie szklanki mleka. W ten sposób powstał beszamelo-podobny sos. Dosoliłam, popieprzyłam do smaku. Do naczynia wrzuciłam ziemniaki, posypałam kminkiem, na to położyłam równomiernie por, posypałam świeżo startą gałką muszkatołową. Jeśli ktoś ma ochotę, można wierzch posypać też startym serem. I to by było na tyle.



poniedziałek, 26 listopada 2012

Ciasto dyniowe z polewą winogronową

Bardzo często piekę ostatnio ciasta. Chyba nawet za często. Króluje szarlotka, bo wciąż mamy mnóstwo jabłek na strychu. Ale jedna z dyń też wymagała szybkiego zjedzenia, więc przerobiłam ją na zupę i ciacho. Dynię do ciasta można albo najpierw upiec i zblenderować, albo ugotować z niej mus, są też przepisy z surową, ale jeszcze tak -nie próbowałam.  Ja po prostu ścieram na tarce i gotuję dodając tylko odrobinę wody na dno garnka, na malutkim gazie. Natomiast polewa tego placka powstała z powodu nadmiaru winogron. To były takie nasze, nie ze sklepu, winogrona. Nieduże, ciemne o specyficznym smaku. Te, których nie zdążyły zjeść ani sroki, ani my, wrzuciłam do garnka. Zagotowałam z niewielką ilością cukru i po odciśnięciu, powstał świetny, bardzo gęsty sok. polałam nim jeszcze ciepłe ciasto i wstawiłam na jeszcze trochę do ciepłego piekarnika- powstała błyszcząca powierzchnia o niesamowitym, wiśniowo-fioletowym  kolorze. bardzo też dobrze pasowała smakiem do korzennego aromatu ciasta.
Składniki:
  • 2 szklanki mąki orkiszowej
  • 100ml oleju rzepakowego lub z pestek winogron
  • pół szklanki cukru trzcinowego
  • 2 duże jajka wiejskie
  • 3 łyżeczki proszku, szczypta soli
  • 2 szklanki musu z dyni
  • przyprawy korzenne- kardamon, cynamon, mieszanka piernikowa- w sumie 2 łyżeczki
  • orzechy włoskie
Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Resztę składników mieszamy mikserem na gładkie ciasto. Wiele zależy od wodnistości dyni- jeśli ciasto będzie zdecydowanie za rzadkie- można dosypać mąki- jeśli za gęste- można dodać jeszcze trochę oleju, lub odrobinę wody. na końcu mieszamy ciasto z pianą i wykładamy na średnią blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach. następnie polewamy gęstym sokiem, lub jak ktoś woli - czekoladą i posypujemy orzechami.



wtorek, 23 października 2012

Krokiety z pekińskiej i barszcz

    Kupiłam sporą główkę kapusty pekińskiej, bo była tania i ładna. Ale jakoś przez kilka dni na nią spoglądałam i nic. Surówki z pekińskiej nie lubię, kim chi nigdy nie robiłam i wydaje mi się dość pracochłonne, a efekt- nieznany. Gdy poprosiłam o inspiracje na facebooku pomału zaczęło mi coś świtać. Szczególnie zdanie Zmysłów w kuchni o wrzuceniu czosnku na olej sezamowy podziałało  na moje zmysły :)  Tak więc w porze przedobiedniej wyciągnęłam patelnię, pokropiłam ją olejem sezamowym i wrzuciłam na to poszatkowaną cebulę, kilka ząbków pokrojonego drobno czosnku. Następnie pokroiłam dość drobno, ale bez przesady, kapustę i też wrzuciłam  na patelnię. Dodałam sos sojowy ( sporo, raczej kilka łyżek niż kilka kropel), pieprz i pokruszone suszone kanie. Dałam te grzyby, bo akurat miałam takie- na naszej działce sobie rosną- ale myślę, że można je zastąpić na przykład pieczarkami. Podlałam wodą i dusiłam jakieś 15 minut na małym ogniu.  Nie soliłam, bo sos sojowy jest wystarczająco słony. Wyszło mi coś, co trochę przypominało bigos. Zjedliśmy jego sporą część z dodatkiem ziemniaków i koperku, na obiad. To co zostało posłużyło natomiast jako farsz do bardzo klasycznych krokietów do barszczu. Usmażyłam trzy duże naleśniki, posmarowałam dokładnie kapustą i zrolowałam. Następnie każdy naleśnik ukośnie podzieliłam na 4 części- wolę taką wersję, niż zawijanie naleśnika w kopertę, żeby nie było zbyt dużo naleśnika w stosunku do farszu. Każdy, tak powstały krokiecik obtoczyłam w jajku ( nie jest to konieczne) i mieszance tartej bułki i płatków jaglanych. Rozgrzałam na patelni łyżkę oliwy i zrumieniłam krokiety z obu stron. Podane na gorąco z kubkiem barszczu, smakowały świetnie.
Składniki:
  • spora główka kapusty pekińskiej
  • 2 łyzki oleju sezamowego
  • 3 kapelusze kani lub kilka pieczarek
  • czosnek
  • cebula
  • sos sojowy- koniecznie bez glutaminianu!ja mam kikkoman
  • pieprz
  • 3 naleśniki
  • jajko
  • bułka tarta z płatkami jaglanymi ( lub sama)
  • 2 łyżki oliwy
Na marginesie podaję przepis na najsmaczniejszy barszcz, taki jaki robiła moja Babcia. ( z zamianą rosołu na wodę, oczywiście.)
4 duże buraki (lub kilka mniejszych) obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Zalewamy ok. 3 litrami wody, dodajemy łyżkę suszonej włoszczyzny w proszku ( lub Vegety Natur) i doprowadzamy do wrzenia. Nie gotujemy dłużej niż kilka sekund. Dodajemy pieprz, majeranek, sól, sok wyciśnięty z połówki cytryny. Odstawiamy na noc do naciągnięcia.

wtorek, 16 października 2012

Ciasteczka bezglutenowe


Wiele jest osób uczulonych na gluten, a i tym zdrowym duże ilości tej substancji nie służą. Powodują występowanie i nasilenie chorób autoimmunologicznych i różne inne dolegliwości. Przecież nasi przodkowie nie jedli takich ilości pszenicy, a jeśli jedli, to nie tę modyfikowaną, która jest wszechobecna w naszej diecie. Lepiej więc unikać mąki z glutenem, szczególnie pszennej, zamieniać ją na te bezglutenowe. W tych ciasteczkach wykorzystałam mąkę z amarantusa, ale będę testowała też inne, np. gryczaną, ziemniaczaną,  jaglaną. A żeby ciasteczka były jeszcze zdrowsze posłodziłam je tylko daktylami i dodałam ziarenka maku i siemienia.
Składniki:
  • pół szklanki płatków jaglanych
  • 3/4 szklanki mąki z amarantusa
  • ok. 150g daktyli bez pestek
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 jabłka
  • mak, ziarenka siemienia
  • 1/4 szklanki oleju rzepakowego lub z pestek winogron
Płatki  i daktyle trzeba namoczyć, można odstawić je na noc. Należy dać tylko tyle wody, by płatki ją wchłonęły, czyli ok połowę ich objętości. Daktyle też zalewamy niewielką ilością wody, by z jej nadmiarem nie wylewać ich słodyczy. Gdy daktyle są miękkie łączymy je z płatkami i mielimy w blenderze. Do uzyskanej masy dodajemy mąkę z amarantusa, łyżeczkę proszku do pieczenia, i olej. Jabłka obieramy i ścieramy na grubej tarce. Łączymy z ciastem. Dzięki temu ciasteczka będą wilgotne, łatwe do zjedzenia, nawet dla mniejszych dzieci i bezzębnych staruszek. Na koniec dosypujemy garść maku i siemienia lnianego. Dobrze mieszamy.  Na blachę kładziemy arkusz papieru do pieczenia i wykładamy małe ciasteczka. Można szprycą, ale ja to zrobiłam małą łyżeczką. Nie muszą mieć przecież bardzo regularnego kształtu, to domowe ciasteczka. Pieczemy ok. pól godziny w 200 stopniach. ja jeszcze część ciasteczek przyozdobiłam kawałeczkiem figi.


środa, 10 października 2012

Zupa z pieczonej dyni

Moja koleżanka zaraziła mnie miłością do dyni hokkaido. Jest pyszna, nie trzeba jej obierać ze skóry, a upieczona smakuje trochę jak pataty. Oczywiście ta dynia, nie moja koleżanka.
 Dziś podaję Wam przepis na zupę z tej pychoty. Jeśli nie lubicie zupy dyniowej, uważacie, że  jest mdła i nieco trawiasta w smaku- spróbujcie tej! To zupełnie inna bajka. A jeśli lubicie zupę z dyni, polecam tym bardziej.
Składniki:
  • mała dynia hokkaido
  • 2 spore cebule
  • 2 ziemniaki ( nie są konieczne, zupa i tak będzie gęsta)
  • główka czosnku
  • limonka
  • pieprz, sól, oliwa
  • pestki dyni 
Dynię pokroić na kawałki, wykroić gniazda nasienne. Cebulę obrać. Ziemniaki obrać i pokroić w plasterki.Na blasze ułożyć kawałki dyni, cebule, główkę czosnku i ziemniaki.Pokropić oliwą i piec około pół godziny, aż wszystko zmięknie. Po upieczeniu pokroić cebule, obrać czosnek. Wszystkie składniki  rozdrobnić w blenderze dolewając tyle przegotowanej wody, ile trzeba by uzyskać gładki krem. Następnie zagotować- dodając sól, pieprz, sok z limonki i otartą z limonki skórkę.  Zupę podawać posypaną pestkami z dyni, z grzankami. Biorąc pod uwagę niską kaloryczność dyni ( tylko 30 kcal w 100 g) i minimalną ilośc tłuszczu w tej zupie- można ją uznać za wyjątkowo dietetyczną. Jedzmy do woli.Smacznego!



Papryka z komosą ryżową


       Pomidory już się skończyły, ale w ogródku wciąż mam sporo papryki. Wyjątkowo dobrze obrodziła dzięki ładnej pogodzie latem. Nie zaszkodziły jej nawet przymrozki, które 2 tygodnie temu zajrzały nad ranem i dokonały pierwszych zniszczeń. Ponieważ mieliśmy gości na obiedzie zrobiłam sporą blachę papryki faszerowanej, a jako farszu użyłam kaszki quinoa. O jaj cudownych właściwościach pisałam już na mojej stronie facebookowej. Będzie pewnie o niej głośno w tym roku, który ma być ogłoszony rokiem quinoa. Przypomnę tylko, że jest to roślina z Ameryki Południowej, ceniona za zawartość bardzo wartościowego białka. Jest bogatym źródłem manganu, magnezu, wapnia, żelaza, miedzi i fosforu.
Nasiona komosy zawierają więcej tłuszczu niż ziarna zbóż, jednak tłuszcz ten stanowią głównie wartościowe, nienasycone kwasy tłuszczowe, między innymi te z grupy omega-3, występujące przede wszystkim w rybach. Na tle zbóż quinoa wyróżnia się również wysoką zawartością witaminy E. W dodatku nie zawiera glutenu. Cudo!
Wracając do przepisu...
Składniki:
  • 7 papryk
  • pół szklanki komosy 
  • 3 pieczarki
  • 2 cebule
  • natka pietruszki, listki szałwii i bazylii
  • kilka czarnych oliwek, trochę kaparów
  • kubek sosu ajvar, najlepiej domowego
  • kosteczka twardego sera do posypania
  • sól, pieprz, pieprz ziołowy, oliwa
Papryki można przeciąć w dowolnym kierunku, ja ostatnio lubię je przecinać po prostu wzdłuż. Wycinam dokładnie gniazda z pestkami i płuczę pod bieżącą wodą. Następnie obgotowuję przez kilka minut w osolonej wodzie, lub na parze. Tym razem zrobiłam to w wodzie, bo papryk było sporo. Próbowałam też opiekania papryki zupełnie surowej, ale skoro nadziewam paprykę  ugotowaną kaszką, to po co je trzymać tak długo w piekarniku.  Obgotowane papryki pozostawiam do przestygnięcia. Kaszkę quinoa można gotować od razu, wystarczy ją przepłukać gorącą wodą. Ale gdzieś wyczytałam, że jest smaczniejsza jeśli wcześniej podpraży się ją na patelni i tak zrobiłam. Przez kilka, dosłownie trzy minuty prażyłam ziarna na gorącej patelni. Następnie gotowałam w wodzie ( na pół szklanki komosy- 1 szklanka wody) aż ziarenka zrobiły się przezroczyste.  W rondlu podsmażyłam posiekaną cebulę z łyżką oliwy, dodałam starte na grubej tarce pieczarki, część posiekanej zieleniny, ugotowaną komosę i przyprawy. Na blaszkę wylałam ajvar, każdą połówkę papryki nadziewałam farszem i układałam na sosie. Dodatkowo wcisnęłam do każdej 2-3 kapary. Po wierzchu posypałam pokrojonymi oliwkami, resztą zieleniny  i serem. Zapiekłam do rozpuszczenia się i lekkiego zrumienienia sera.Wszystkim smakowało, czego i Wam życzę.


wtorek, 2 października 2012

Surówka z rukolą

  Nieczęsto piszę o surówkach, bo wydają mi takie oczywiste. Po prostu przynoszę jakieś zielsko z ogródka i układam na talerzu lub w misce. Polewam różnymi vinegretami, a czasem tylko posypuję pieprzem. Z żalem witam jesień, gdy pomału trzeba uzupełniać własne zielsko - kupionym. Tymczasem pieczołowicie wyskubuję ostatnie listki rukoli, która królowała na naszych talerzach przez całe lato. Tym razem podałam ją w wersji "na bogato" - z figą i gruszką.
Składniki:
  • świeża figa
  • zielona, twarda gruszka
  • 3 garście rukoli
  • kolorowe pomidory
  • pół cebuli
  •  ćwierć zielonej papryki
  • pestki słonecznika
  • na sos- sok z połowy limonki, 2 łyżki oliwy z oliwek i pół łyżeczki musztardy z curry
Przepis jest banalny. Rukolę umyć i ułożyć na talerzu. Wokół ułożyć pokrojone w plasterki pomidory. Pomidory posolić i  posypać posiekaną drobno cebulą ( najlepiej białą). Na rukoli położyć pokrojoną drobno gruszkę, figę i paprykę, posypać pestkami. Polać sosem.


środa, 5 września 2012

Ciasteczka szarlotkowe

Kończy się pomału lato, zaczynają spadać jabłka. Kiedy kupiliśmy naszą działkę rosły na niej jabłonie. Przez pierwsze lata dbałam o nie, przycinałam, nawoziłam. Nie rodziły jabłek. Prawie wcale. To przestałam robić cokolwiek i... zaczęły obficie owocować. Albo nie mam talentu sadownika, albo musiał po prostu przyjść ich czas. W zeszłym roku narobiłam mnóstwo słoików z prażonymi jabłkami. Część jabłek leżała sobie na strychu i nawet się ususzyła- na wigilijny kompot. Moje jabłka nie są pryskane chemią, mają w związku z tym trochę lokatorów i już teraz, te zamieszkałe, spadają z drzew. Wykorzystuję je na bieżąco do wypieków. Dzięki ich dodatkowi placek ze śliwkami był bardziej mokry, i tak pyszny, że nie zdążyłam go sfotografować.  A wczoraj upiekłam z nimi szarlotkowe ciasteczka.
Składniki:
  • ok. 1 kg kwaśnych jabłek 
  • 3 łyżki miodu
  • 1,5 szklanki mąki pełnoziarnistej z orkiszu
  • 100 g masła zwykłego lub roślinnego beztransowego*
  • pół szklanki cukru trzcinowego
  • 2 żółtka, jedno białko jajka wiejskiego
  • proszek do pieczenia
  • cynamon
Jabłka starłam na tarce, nie obierałam ich ze skórki, bo szkoda witamin. Starte poddusiłam w rondlu i pod koniec dodałam miód i cynamon. Zostawiłam do przestygnięcia. Ważne jest żeby mus nie był zbyt mokry, jeśli jabłka były bardzo soczyste można odlać trochę soku. Zbyt mokry mus sprawi, że ciasto nasiąknie, a mokre nie będzie chrupiące.
 Do miski włożyłam miękkie masło ( o temp. pokojowej) , wsypałam mąkę z proszkiem ( zawsze w proporcji podanej na opakowaniu proszku, bo są różne), jajka, cukier i wyrobiłam gładkie ciasto. Przycięłam papier do pieczenia na wymiar dużej blachy do pieczenia. Położyłam papier na stole i rozwałkowałam trochę na nim ciasto. Następnie przeniosłam do blaszki i rozprowadziłam dokładnie palcami tak, żeby było równej grubości na całej powierzchni. Porobiłam palcami niewielkie wgłębienia, żeby się dobrze trzymał  mus jabłkowy. Włożyłam ciasto na godzinę do lodówki. Po wyjęciu z lodówki porobiłam w placku dziurki widelcem i upiekłam na jasnozłoty kolor. Trwało to ok 20 minut w 200 stopniach. Wyjęłam ciasto i posmarowałam musem z jabłek. Wstawiłam jeszcze na 5 minut do piekarnika. Po wystygnięciu pokroiłam nożem na trójkąty.


* masło roślinne beztransowe to takie, które nie zawiera izomerów trans kwasów tłuszczowych. Powinno to być podane na opakowaniu. Są one też nazywane tłuszczami uwodornionymi. To od nich dostajemy miażdżycy, mówiąc w dużym skrócie. Czytajcie etykiety!